środa, 25 września 2024

I był w domu W małej chatynce Gdzie pokój i kuchnia To były jedno

I był w domu

W małej chatynce

Gdzie pokój i kuchnia

To były jedno

Właśnie jedna trzecia pokoju

To był ów ogromny zapiecek

Który jednocześnie ogrzewał

Cały dom

Po solidnym napaleniu

Potrafił jeszcze

Darzyć przyjemnym ciepłem

Przez dwie noce

I przez dwa dni

Bardzo lubił ten zapiecek

Kocurek Maciek


Właściwie to było

Jego królestwo

Potrafił tam przebywać

Wygodnie wylegując się

Przez dzień

I przez noc

Schodząc tylko na posiłek

Schodząc do kuchni

I były drzwiczki

Do głębi pieca

Skąd tuż po napaleniu

Buchał prawdziwy żar

To tam wędrowało ciasto

Ciasto na chleb

Poukładane w duże

Prostokątne blachy

Z reguły na liściach

Kapusty tataraku

Lub na liściach chrzanu

A ów cudowny zapach

Aż na całą zagrodę się niósł

Taki jeden bochen

Wystarczał na tydzień

Był to ów polski ciemny

Razowy chleb

Mógł zeschnąć się na kamień

Ale gdyby kiedykolwiek

Pleśń na nim siadła

To dla Maryjanny

Dla Pani Domy

Byłby na zawsze

Przeogromny wstyd

I czasem schodzili się

Tak na pogaduszki

Zwiedzeni zapachem

Świeżego chleba

I bliżsi i dalsi sąsiedzi

I czasem był przy tym

I wędzonki kawałek

I coś z piwnicznych zapasów

Paroletniej nalewki

A kto wychylił

Rękawem buźkę wycierał

A nawet i łzę wyciśniętą

Dyskretnie otarł

I z zachwytem mówił

Nie spodziewałem się że

Taka mocna

I gdy sąsiad był z domu

Od Maryjanny i Stanisława

Wyszomirskich

Z domu wychodził

To wychodził obowiązkowo

Z porządną pajdą chleba

Takie pożegnanie sąsiadów

Było w Bybytkach

A przy okazji i dogadali

I pomoc sąsiedzką

Tłokę do żniw

Albo i do wykopów

Tak jedni z drugimi byli

A jednoczyło ich

I ziarno

I mąka

I chleb

Byli wsią niewielką

Ale jakże silną rodziną

Co kiedykolwiek wydarzyło się

U kogoś z nich

Po całej wiosce


Rozchodziło się w mig

I gdy było trzeba

Każdy kto żyw

Śpieszył na pomoc

I to był ten honor

Ażeby bezinteresownie

Natychmiast być

Wracam pamięcią

Do tamtych czasów

Których już teraz

Tak mocną więzią spowitych

Już chyba jednak

Nie ma

Bo i czarny wiejski

Razowy chleb

Zastąpił tak zwany miejski

Tak zwany biały

I nadmuchana powietrzem

Bułeczka kajzerka

Nie ta waga

Nie ten smak

Bowiem i waga

I smak

Wszystko tak mocno

Li tylko obok

 


Ilustracje

Archiwum Internetowe

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

24. 09. 2024

 

 

 

niedziela, 22 września 2024

W Bybytkach Po reformie rolnej zaraz po wojnie

 

W Bybytkach

Po reformie rolnej

Zaraz po wojnie

I rozparcelowaniu

Majątku Włodków


Jako jedyny relikt tegoż majątku

Pozostała tzw. Resztówka

Resztówka istniała

Przez całego dziesięciolecia

I co rusz podnosiła się

Fala debaty przez wieś

Co tu może być

Pomysłów było tyle

Ilu  debatujących

A to szkoła

A to przedszkole

A może jakiś tam

Z prawdziwego zdarzenia

Dom Ludowy

A może Wytwórnia Wód

Bo i woda tu była

Rześka zdrowa zimna

Nawet w bardzo gorące lato

I tak każda debata

Na debacie kończyła się

Może gdyby ktoś

Z kasą był

I ową kasę


Na stół wyłożył

Ale też byłyby zaraz pytania

Tyle kasy ma

A skąd jak tu każdy mędrzec

Z trudem radzi sobie

I nic więcej poza ten kres

Z łapy do papy

Bo i kontyngenty na młodziutkie

Podworskie gospodarstwa

Wcale niemałe nałożone

I miara bezwzględna twarda

I z hektara i z metra

Niezwykle ciężki  los

Tych młodych gospodarzy

Zaraz po reformie

Jeden dostał pług

Długi dostał bronę

Jeden dostał konia

Ktoś inny dostał krowę

Było niezwykle trudno


Stanąć na obu nogach

W takim gospodarstwie

Jakoś jednak stawali

Z każdym dniem

Kulawo to kulawo

Ale z Pomocą Bożą

Szli coraz dalej

Coraz dalej przed siebie

Resztówka była jednak

Zawsze Resztówką

Dumą Wsi i jedyną

Podworską Wspólnotą

I niejeden wspominał był

Gdy istniał tu Majątek Włodków

W granicach 350 hektarów

To tu gdzie owa Resztówka

Zawsze był tu sad

I ogród okalający

Majątkowe zabudowania

Obory stajnie spichlerze

I była tez kuźnia

Przed wojną 1939 roku

Był tu już telefon

I znana w całej Polsce

Hodowla Polskiego

Bydła Czerwonego

Skąd najlepszy buhaj

Trafił był do zagrody

Naczelnikowej Piłsudskiej

Stanisław Włodek właściciel Majątku

Był przed wojną 1939 roku

I Poseł Na Sejm Rzeczypospolitej

I u władz i u ludu

Nienaganne uznanie miał

Bo i prawy i sprawiedliwy był

I nikogo z torbami

Ze swojego Majątku nie puścił

I były uroczyste

Wraz z całym ludem

I Święta Bożonarodzeniowe

Gdy to Malusieńki Pan Jezus

Wchodził między Ziemiany

I pomiędzy prosty Lud

Czyniąc wszystkich jednym

I były także

Podobnie uroczyste

I Święta Wielkanocne

A w lecie niejedna majówka

Z przytupem że hej

Resztówka dla Mieszkańców Bybytek

Była wspomnieniem tego wszystkiego

Wielu mówiło nieraz

Iż tu gdzie Resztówka

Winien być

Piękny Wiejski Park

Może nawet

Najbardziej okazały

W całym województwie

Województwie Białostockim

I tak Resztówka była dalej Resztówką

Piękne jabłonie ustawione w rzędy

Donosiły piękne antonówki

Do kolejnej jesieni

Wszystkie gałęzie

Obficie obsypując

Przez drogę w słońcu

Czerwieniły się czworaki

A w szczycie tuż obok nich

Bieliła się na tle

Zielonych pól

Ustawiona w grocie

Figurka Matki Bożej

Wierna replika

Figurki wraz z grotą

W Lourdes

W niedzielę i święta

Pojawiały się tu kwiaty

I pomiędzy kwiatami

Migotały płomyki

Zapalonych świec

Ponoć o zmierzchu

O zmroku lub o brzasku

Modlił się tu po kryjomu

I ktoś z Rodziny Włodków

Gdy ile razy przejeżdżając

Zahaczył o swoją Wieś

Oficjalnie miał tutaj

Całkowity zakaz wstępu

I rad był widzieć

Jeszcze owe jabłonie

I ten kawałek ziemi

Jeszcze wolnej od podziału

Z tym szczególnym

Statusem Resztówka

Ten przyjazd ukradkiem

Kogokolwiek z Rodziny Włodków

Był zawsze bardzo żałosny

I już chyba

Bez żadnej nadziei

Na jakikolwiek powrót

Tak mścili się

Odwieczni zaborcy

Odwieczni wrogowie Polski

Na wyższych Stanach

Polskiego Narodu

Na Ziemiaństwie

I na Szlachcie

I na zamożniejszym

Stanie Chłopskim

Nazywając ich kułakami

Zapyziałą rekcją

A rezydencje  Ziemian

A  i szlacheckie dworki

Zawsze były nieugiętym

Bastionem Polskości

I były Bastionem Polskości

Idące za ich przykładem

I rdzenne Polskie Chaty

Zawsze skupione

I wokół dworów

I wokół Ziemiańskich Rezydencji

I wokół swoich Parafii

Wszystko to bezwzględny

Bolszewicki walec

Bezwzględnie wgniatał

W ziemię

W tę Polską Świętą Ziemię

Poniekąd w imię

Jakiejś dziwnej

Równie bolszewickiej sprawiedliwości

I stały też polskością

I Czworaki Podworskie

Niejednokrotnie nazywane

Sachalin

Prawdopodobnie kiedyś stąd

Ktoś trafił 

do Sachalinu

Na dalekie 

Syberyjskie zesłanie

Prawdopodobnie

Działo się to wtedy

Gdy przez Podlasie

Przetaczał się ów

Piękny Narodowy Zryw

Powstanie Styczniowe

Po upadku którego


W wielu wsiach

Były carskie

Punkty zborne

Gdzie w gorące

Rozpalone w ognisku łańcuchy

Zakuwano Powstańców

Do wysyłki całymi kolumnami

Na daleki daleki Sybir

Skąd już nie wrócili nigdy

W szczycie Czworaków

W kamiennej grocie

Ze swojej figurki

Wiernej kopii z Lourdes

Patrzyła na to wszystko

Matka Boża

Zawsze z oczami

Pełnymi szacunku

Uznania i nadziei

Na lepszy los

Bo i tu byli także Ci

Którzy zawsze robili wszystko

Co Jej Syn im powie

I ileż razy wracał tu

Kto tylko mógł

I z Rodziny  

Państwa Włodków

Prosząc o pokrzepienie

Na ten trudny

Apokaliptyczny Czas

I plany do Resztówki

Były z każdym rokiem

I te same i inne

A to może Dom Ludowy

Najchętniej imieniem

Stanisława Włodka by go nazwali


A może Wytwórnia

Źródlanych Wód

Bo woda tu była zawsze

Studzienna źródlana

Zdrowa i czysta

Na żwirze i piasku

Kupno tej ziemi

Przez rodzimych gospodarzy

Raczej nie wchodziło

W rachubę

Zawsze tu był sad

Rozłożyste stare jabłonie

I jabłka antonówki

Co roku tak samo


Zawsze duże

I podrywała je sobie

Zawsze na jesień

Na późną jesień

Cała Wieś

Jabłonie rzędami

Biegły od drogi do drogi

I zawsze była tu

Piękna równa murawa


Pamiętająca jeszcze grabie

I dłonie je trzymające

Dworskiego ogrodnika

W czas wiosny i lata

Iluż brało tutaj koc

W sobotę czy w niedzielę

Gdy była piękna

Słoneczna pogoda

I zażywało odpoczynku

Po pracy  a nieraz także

I poobiedniego snu

Tak zwanej

Dość modnej tutaj sjesty

Co jeszcze swojej służbie

Zaszczepił ów Dwór

To była norma

To była reguła

I tak Resztówka

Ta Resztówka

Była i dworska

I wspólna i obywatelska

Aż tu razu pewnego

Gdy w Gminie Szepietowo

Naczelnikiem był

Witold Jurczykowski

Szach mach pokątnie

Trudno rzec czy z wyższego

Partyjnego nadania

Powiedzmy z wojewódzkiej Łomży

Pokątnie pod stołem

Zasłużony partyjny młodzieżowiec

Zupełnie w tej wsi 

Nie mieszkał

I nie miał tu 

Ani swojej ziemi

Ani swojej zagrody

Otrzymał tę Resztówkę

W jakimś dziwnym darze

Za jakieś dziwne zasługi

Dla swojej partii

Wszystkie jabłonie

Wyciął wykarczował

I zrobił tu swoje

Swoje rodowe pole

Kosztem całej

Bybytkowskiej Wspólnoty

Zaorując tu także

I swoje sumienie

Jeżeli jeszcze

Było kiedykolwiek

I Jaś Wojtczuk

Ówczesny Sołtys

Wsi Bybytki

Dowiedział się o tej transakcji

Gdy było już po wszystkim

Wieś Bybytki

Nigdy nie pogodziła się

Z tym przejawem poniżenia

I aktem bezprawia

W Gminie Szepietowo

Nie jest już naczelnikiem

Witold Jurczykowski

Ale Lud w Bybytkach

Zapamięta go chyba

Po wszystkie pokolenia

Włącznie z tym który

Połakomił się

Na ten Bybytkowski Kęs

I dokonał tego

Diabelskiego targu

 

No nie jest człowiekiem ten

Kto pośród swoich

Człowiekiem nie chce być


 

Na szczęście jest poeta

I upomina się

O pokrzywdzony

Oszukany Lud

Lud Wsi Bybytki

 

Ilustracje

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

22.09.2024

    

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 16 września 2024

Marysia Wyszomirska I Jaś Wojtczuk Julia i Romeo Z Bybytek

 

Marysia Wyszomirska

 I Jaś Wojtczuk

Julia i Romeo

Z Bybytek

 


Gdy wspominam

Tamte Czasy

Jakże mi zawsze

Bliskie Czasy

Mojego Bybytkowskiego Dzieciństwa

To są zawsze

W moich myślach

Owi legendarni

Julia i Romeo


Jasiu Wojtczuk

I Marysia Wyszomirska

Zapatrzeni zawsze w siebie

Każda droga

Jakże bliska

Dobra każda

Pora roku

Aby choć na siebie spojrzeć

A i gorących słów

Choć koszyczek

Aby tylko jakaś przystań

Choć na polu

Podczas przeróżnych

Prac polowych

Albo już 

W drodze do domu

Tak dyskretnie

Choć przy płocie

Jaś z rodziny gospodarskiej

Z zagrody 

Z Dziada Pradziada

I syn Wójta

A potem i syn Sołtysa

Pierwsza we wsi

We wsi Bybytki


Owa rodowa

Chłopska kadra

Chłopska kadra i elita

A Marysia

Ród fornali

Rodzice praca  

We dworze

We dworze

Państwa Włodków 

Ale także na gospodarstwie

Niewielkim dzięki reformie

Lecz Rodzina pracowita

W domu dworski

Duch pozostał

Pierwsi zawsze

Byli w polu

Niech tylko


Buchnęła wiosna

Kiedy bociek zaklekotał

I namaścił skrzydłem ziemię

Już do pracy

Co dzień rano

Szli ze śpiewem

Kiedy ranne wstają zorze

Razem ze skowronkiem

Ale Jaś

Ale Marysia


Zapatrzeni w siebie 

Co dzień

Zawsze dla siebie

Czas znaleźli

Mimo natłoku zajęć

Mimo pośpiechu

Zawsze było im

Po drodze

Wieś Bybytki

Kilka domostw

Kilka zagród

Pośród licznych

Kopuł  bzu

Gdy maj nadszedł

Cała wioska

Była w tych krzakach bzu

Zatopiona ze wszystkich stron

W tym niebywałym kwiecie

Kwiecie białym i błękitnym

Kwiecie modrym


Któż nie myślał

Ów bez rozkwitły

To owe piękne

Maryjne Serce

Codziennie i co noc

Co brzask 

Co zmrok

I co świt

Całą wieś

I każdą zagrodę

Czule serdecznie

A i troskliwie otulające

I codziennie tuż po pracy

Zaraz po powrocie z pola

Każdy spocony od gorąca

Tuż przy studzience

Co najmniej 

Jednym wiaderkiem wody

Solidnie dokładnie pokropił się

I w pośpiechu 

Na Nabożeństwo Majowe

Razem z innymi przybywał

A Nabożeństwo Majowe było

W Domu  Maryjanny Wyszomirskiej

Na Nabożeństwo Majowe

Niemal dzień w dzień

Przychodził też

I Jaś Wojtczuk

I pięknie śpiewał

Chwalcie łąki umajone

Góry doliny zielone

I pięknie się modlił

I na córkę Maryjanny

Na Marysię

Co rusz pilnie

Ukradkiem zerkał

Rad z tych codziennych

Uroczystych modlitewnych

Maryjnych Spotkań

Ku Czci Pani Ziemi i Nieba

I możliwe 

Już wtedy


Szczęśliwy wspólny 

Los wypraszał

I w niedzielę do Kościoła

Pod wezwaniem

Św. Stanisława

Wielkiej repliki 

Katedry Norte Dame

Albo furmanką

Razem z Rodzicami

A Kościół był

W Dąbrowie Wielkiej

Od wsi Bybytki

Kilka kilometrów

Z kilkoma zakrętami

Bywało jednak że


Jechali i rowerami

Jedno za drugim

Gdyby to tak było można

To by Marysia

Jechała na ramie

A Jaś by tylko pedałował

Ale co by to na to

Cały Świat powiedział

Toż to dopiero

Byłby skandal nad skandale

Ksiądz z pomstunkiem

Przynajmniej przez tydzień

Z ambony by nie schodził

Jaś Wojtczuk

A i Marysia  Wyszomirska

Nigdy by się nie odważyli

Tak skandalicznie

Naruszyć powagę

Mszy Świętej

Msza Święta 

W obu rodzinach

A i w całej wsi Bybytki

To było to przecież

Największe Najświętsze Sacrum

Inaczej zapewne

Rzecz miałaby się dzisiaj

Gdy wszystko wszędzie

Jest już tak 

Mocno poluzowane że

Już nawet nie ma   

Czego się trzymać

Bo wszystko jest już tak

Mocno przetrzymane

Wtedy każdy musiał

Jechać swoim rowerem

Przeto Jaś i Marysia

Każde pedałami

Kręciło po swojemu

I w obie strony

Do kościoła i z kościoła

Jechali wprawdzie blisko

Jednakże obok siebie

Cały Bybytkowski Świat

Zawsze podziwiał

To Piękne Narzeczeństwo

Chociaż też i byli tacy

By z jakiegoś tam powodu

Li tylko szpilę wbić

By namotać

By namieszać

Zakłócić i ośmieszyć

Ośmieszyć na całą wieś

Obie rodziny były na to

Bardzo czujne


A poza tym każda rodzina

Miała we wsi Bybytki

Imię bardzo dobre

Zawsze uczynni

I zawsze życzliwi

Wobec takich

I sam diabeł

Próżne by czynił wysiłki

Narzeczeństwo było mocne

Trwało twardo kilka lat

Chyba siedem albo osiem

I wesele było huczne

Państwo Młodzi

Marysia Wyszomirska

I Jaś Wojtczuk

Poprosili całą Wieś

I Rodzinę całą


Z bliskich i dalekich stron

I Marysia Wyszomirska

Z męża już

Marysia Wojtczuk

Była czuła 

Dobra Mama

A Jaś Wojtczuk 

Dobry Ojciec

Dla dwóch synów

Dla Tadeusza 

I dla Tomasza

A gdy jego 

Dobry Rodzic

Józef Wojtczuk

Odszedł był już

Z Tego Świata

To Jaś Wojtczuk

Lider Wioski

I przez długie lata Sołtys

I tworzyli ten dom piękny

Na serdecznym ludzkim sercu

U Marysi całym światem

Był  Jaś i Jaś i Jaś

Jaś Wojtczuk

A u Jasia

Bez Marysi ani rusz

Zawsze wszystkim

Ponad wszystkim

W każdej cząstce

I nocy i dnia

Każda chwila


W pełnym szczęściu

I tak żywot im upływał

Przez długie dziesiątki lat

I gdy tylko 

Świta nad wioską

Ów poranny 

Święty czas

Kiedy ranne wstają zorze

I Godzinki ku Czci

Najświętszej Maryi Pannie

Na wieś całą

Wieś Bybytki

Na głos cały

Śpiewał Jaś


A po rosie

Echo niosło

Do pól wszystkich

I po każdy 

We wsi dom

Dziś Jaś 

Nestor Wsi Bybytki

W Kalendarzu zapisane

Prawie dziewięćdziesiąt lat

Dożywotni Sołtys

I Wsi swojej

Naoczny Świadek

A i swojego Pokolenia Nestor

Marysia i Tomek

Od lat są już

Po Tamtej Stronie Czasu


A na Tym Świecie

Są już tylko Obaj

On Ojciec i Tadeusz Syn

I bardzo bogata

Rodzinna Historia

Z górą już będzie

Prawie równy wiek

 

Dobry Miłosierny Boże

Daj Swemu 
Wiernemu Słudze

Daj Jasiowi Wojtczukowi

Daj kolejną 

Piękną setkę

I daj siły

I daj te młode lata


Jakie jeszcze 

Nie tak dawno miał

Na tej prostej 

Życiowej drodze

Niechaj dalej 

Jeździ rowerem

Niechaj jeździ rowerem

Jak najdłużej

Śpiewając rano

I Godzinki ku Najświętszej

Maryi Pannie


I Te Deum

Bogu na chwałę

I tę pieśń poranną

Kiedy ranne wstają zorze

Daj mu


Miłosierny Boże

Jeszcze taki

Piękny czas

 


Ilustracje 

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

15. 09. 2024

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeszcze do tego Dnia

  Jeszcze do tego Dnia Serdecznej Pamięci Naszej Mamy Ani Pisarczyk Jeszcze do tego Dnia Ten bukiet kwiatów W samym środku I tej...