wtorek, 8 kwietnia 2025

I zejdzie się nieraz Tyle chmur

 

I zejdzie się nieraz

Tyle chmur


Bratu Romanowi

W Serdecznej dedykacji

Aneks do Życzeń

W 75 Rocznicę Urodzin

W dniu 5 kwietnia 2025 roku

I zejdzie się nieraz

Tyle chmur

Siadają wszędzie

Na polu

Na podwórku

Na dachach

Te ociężałe chmury

To zwiastun burz

Burz huraganów

I nieobliczalnej w skutkach

Nieraz jakże awanturniczej

Awanturniczej wichury


Stąd tutaj wszystko

Wszystko na czas

Musi być zawsze

Zawsze zrobione

Widzisz ten wysoki

Wysoki z tui płot

Płot co najmniej

Na dwa i pół metra

To ów szaniec

Przed tymi wichurami


Szaniec i straż

Straż szaniec i warta

A wiesz ile lat

Czekałem na ten płot

By był taki wysoki

Jaki jest

Ile razy go strzygłem

Przechodząc  z drabiny

Na drabinę

I ręce nad głową wciąż

Aż bolały i łokcie

I ramiona

I dłonie

A pomoc

Przeważnie pustka

Pustka cisza i wiatr

I zawsze bardzo

Przyjazne słońce

I po tylu latach

Powolnego dorastania

Jest wreszcie ów płot

Ta naturalna skuteczna osłona

Sam nie pamiętam

Ile to już lat

Pamiętam jednak

Doskwierający 

Ból kręgosłupa

A i dawały też

Coraz mocniej 

O sobie znać

I łydki i kolana  i stopy

Lecz jakby ustępowało

Czasami wszystko

Wobec postanowienia

Postanowienia  prośby i modlitwy

Pozwól mi Boziulko

Także i dzisiaj

Jeszcze godzina

A może nawet

Dwie albo trzy

I przeważnie

Trwałem przy swoim

Dotąd aż zmierzchało

I wszystkie tuje

Dotrzymywały kroku

Dotrzymywały słowa

I były coraz wyższe

Z roku na rok

I patrz jak i dziś

Murem stoją za mną

By tu był ład

Ład i harmonia

Cisza i pogoda

I ten cudowny

Spokój anielski


Po moich sąsiadach

Po Białych 

Gdzie każdy mi druh

Po Dąbrowskich

Dokąd zawsze

Było  mi tak blisko

Tylko pusty smutny ślad

Opuszczone domostwa

A oni już lata całe

Na wieczystej wachcie

U Pana Boga


Ile razy nawiedzę

Nasz Parafialny Cmentarz

W Dąbrowie Wielkiej

Z każdym zamienię

Chociaż kilka zdań

Wiatr odpowiada

I pędzące alejkami

Coraz bardziej odległe

I coraz bardziej

Wyciszone echo



I mnie też dopadł

Rozległy zawał

Lecz Miłosierny Bóg

Przybywając ze skuteczną odsieczą

Pozwala co roku

Opatulić to wszystko

A roboty tutaj

Jest zawsze huk

Czekają tu na mnie

Moje wszystkie drogi

Drogi na łąki

Na pola

Aż het po sam las

A także i do samego lasu

Gdzie wyrosłe

Dęby sosny i brzozy

Aż po sam błękit

Trzymają straż

I tejże misji straży

Uczą swoją młodzież

Ogarnąć to wszystko

Być wszędzie gdy trzeba

Dobrze że czasem

Dmucha mi w plecy

Mój podwórkowy

Przyjazny wiatr

I ciepło serdecznie

Opatula słońcem

I wspominam to miejsce


Gdzie jest palenisko

I po tamtych ogniskach

Tylko w sercu ślad

Gdy była Matuli

Wcześniej jeszcze

Ojczulek Józef

Potem Nasz Ojczym Stanisław

I Nasz Senior Brat Henryk

I Nasza Siostra Alina

I Nasz Szwagier Mirosław

I ileż sporów koncepcji

I kontrowersji

Chociażby wtedy

Gdy stawialiśmy płot

Z metalowej siatki

Dookoła siedliska

Jak to podczas

Takich rozmów

Przy rodzinnym ognisku

I buzowały płomyki

I na kijkach

Piekły się kiełbaski

Przy naszej okowicie

I przy piwie

I Ala z Zygmuntem

Ze swojej plantacji

Donosili truskawki

Świeżutkie dojrzałe dorodne

I dzieci Asia Marzenka i Anetka

Urszulka i Kinia

I Michałek i Dariuszek

I Elwirka

I od Henryka

Marzenka i Agatka

Spór pomiędzy sobą wiodły

Która truskawka 

Jest największa

Która najładniejsza

Aż przekrzykiwały nieraz

Płomienie ogniska

Aż czasami  z kijka

Spadła w płomienie kiełbaska

I Panie Domu

Matuli Alina i Krysia

I Bogusia

I od Henryka Grażyna

Tylko co rusz

Zaopatrywały ów

Ognisty Rodzinny Stół

A bywało i tak że czasem

Znienacka zajrzał tu do nas

I Wujek Lucek rybak

Z Władysławowa

Z całkiem zasobnym

Bagażem śledzi

Z Bałtyku  wprost

A i ze Święch

Wraz z Ciocią Kutyłowską

Niezawodni Siostrzeńcy


A dziś każdy z nich

To już swój dom

I swoja rodzina

I można rzec

Jak ten czas leci

I już kolejne Pokolenie

Ma swoje  dzieci

I swoje miasta po brzeg

Wypełnione kartami 

Swojego żywota

I swojej rodzinnej historii

Hiszpania  Stany Zjednoczone

Białystok  Gdynia Warszawa

Wrocław i Poznań

I Gdańsk

I Zakopane Północy Polski

Władysławowo 

I oczywiście

Wysokie Mazowieckie

A gdy był czas żniw
Czas wykopków

To ponad wszystkim

Od świtu do zmierzchu

Była praca

I tak do skutku

Dzień w dzień

Jakaż ogromna cisza

Dziś otacza to wszystko

Każde także z moich dzieci

Dokądś pędzi

Dokądś gna

Nagle każdy ma tyle

Swoich spraw

I nigdy na nic 

Nie ma czasu

Jednak  nie powiem

Gdy zajdzie jakaś

Strasznie pilna potrzeba

To rzucą wszystko

I każdy w te pędy

Znajdzie dla mnie 
Swój czas

I Dariusz i Michał 

I Elwirka

I Moja Niezawodna 

Połowa Świata

Rodem z Jasińskich

W Dąbrowie Dzięciel

Zawsze tak samo

Serdeczna Bogusia


Wejdziesz do Domu

Ściany nadstawiają uszu

Z tym milczącym pytaniem 

Wyczekującym odpowiedzi

Jak czuję się

Co u mnie słychać

I co tu dzisiaj 

Będę miał do zrobienia

Fizycznie nie masz Osoby

A wszędzie słowa 

Naszej Matuli słychać

Tu Jej Ślubny Portret

Tu Jej Święte Obrazy

Przed Którymi

Modliła się codziennie

Do Boga Ojca

Do Jezusa Chrystusa

Do Matki Bożej Częstochowskiej

Tu były najbardziej niezawodne

Jej Przychodnia  

I Apteka


I Pierwszego Kontaktu 
Niezawodny Lekarz

I ta radość życia

I do drugiego człowieka

Zawsze ów serdeczny uśmiech

I zawsze te słowa

O tej samej porze

Co roku

Romuś już wiosna

Czas obrobić pola

Czas orać 

Czas siać

Romuś już trawy takie duże

Już czas na sianokosy

Już czas na żniwa

Romuś już czas na wykopki 

I tak codziennie życie tutaj

Ów stabilny 

Stanowczy kierat

I były czasy

Gdy były bezwzględne 

Wyniszczające gospodarstwo Niewolnicze kontyngenty

Owe obowiązkowe dostawy

A Gospodarzowi za to wszystko

Tyle co  z nosa kap kap

I żadnej zapłaty
Ani nawet ubezpieczenia
Pamiętam gdy miałem wtedy 
Niewiele lat

Ile  to było zachodu

Gdy z bruzdy 

Wyskoczył mi pług

By go na nowo 

Ustawić w bruździe

By dalej  równo

Kroić ziemię mógł

A pług ciągnęła 

Nasza kobylinka  Dereszka


Jakże wiedziała

Jak pomóc mi 

I skutecznie pomogła

I mnie także krzepiła

Nasza Wiara Święta

Na Naszym Polu

Zawsze było słychać 

Nasz Parafialny

Kościelny Dzwon


Rano w południe 

I na wieczór

I wieża  Kościoła

Zwłaszcza w dzień słoneczny

Zawsze bardzo widoczna

A tam gdzie kościół

Tam zawsze 

Blisko jest i Bóg

Na ścianie w kuchni

Wisiała makatka

Biała z niebieskim

Napisem wydzierganym szydełkiem

Pan Bóg kocha takie Dziatki

Co słuchają Ojca Matki

Credo Naszej Matuli

Dla każdego z nas

Jakże te makatki

Przydałyby się

I tym razem

W każdym Polskim Domu

Po dzisiejszy dzień

Służą mi za radio

I za telewizor

Tak mało słów

A mimo to 

Wiesz wszystko

Tylko z tym wszystkim

Przed siebie dalej iść

I były czasy 

Gdy po podwórku

Dumnie spacerowały

I kaczki i gęsi i kury

Na płocie ostrzył  pazurki kot

A na najwyższym słupku

Co dzień budził

Swój cały podwórkowy świat

Dorodny kogut karmazyn

Bacząc by być

Jak najdalej od rosołu

I przez lata

Dawała z siebie wszystko

Wszystko ze wszystkich sił

Kobyłka Dereszka

I każdy przyjazd 

I wyjazd z Gospodarstwa

Radośnie obszczekiwał

Jakże wierny 

W swej służbie Filon

Zawsze znalazł sposób

Aby choć na parę minut

Oderwać się 

Od swoich obowiązków

I radośnie obszczekując

Za wozem  czy zimą

Za saniami biec

Aż do zmęczenia

I dopiero wtedy

Rad nie rad

Wracał do domu


W tych przemijających obrazach

Przed oczami staje 

To wszystko

I dziś to pytanie

Ten dylemat

Jak to opatulić

By na długie 

Na długie lata

Ocalić to wszystko

Zamienić w bastion

Zamienić w fort

By dalej było

To chciane silne

Rodowe Rancho

Rodzinne Gospodarstwo

Dzisiaj tego Tobie 

Nie powiem

Czy z Moich 

Znajdzie się ktoś 

By tu na moim miejscu

Wiernie codziennie  być

I być i trwać

W tej Chłopskiej i Szlacheckiej

Polskiej Pokoleniowej Misji

Jako w tej Pieśni Rocie

Marii Konopnickiej

Nie damy Ziemi

Skąd Nasz Ród


Jezu ufam Tobie


Bo któż jak nie Bóg

Wierzę że i tym razem

Miłosierny Bóg

Bóg Ojciec

Skutecznie pomoże

I ów Mój Następca

Chyba już 

Coraz bliżej mnie jest

I nawet chyba specjalnie

Coraz szybciej rośnie




Ilustracje i tekst 

Stanisław Józef Zieliński\

10. 04. 2025




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeszcze do tego Dnia

  Jeszcze do tego Dnia Serdecznej Pamięci Naszej Mamy Ani Pisarczyk Jeszcze do tego Dnia Ten bukiet kwiatów W samym środku I tej...