Nasza Kochana Siłaczko
W jednym i Mrówko
I Pszczółko
Zawsze sześć
razy
Unosisz
więcej
Niż sama
ważysz
I gdyby tak tylko
I tak już było
od zawsze
Z tej Mocy
Wiary
I z tej Siły
Woli Trwania
Czerpiesz
swą siłę
I radość i
zdrowie
I jak Kazimierz
Twój Ojciec
I skutecznie
Przeciwstawiasz
się
Każdej
chorobie
Zawsze
zwycięska
Na swojej drodze
Całą
codziennością
Po same
brzegi
Wpisana w
los
Naszego Syna
Bartka
A także wpisana
I w los
Po same
brzegi
Po same
brzegi
Aż het za
ocean
Mówisz
reumatyzm
Atakuje mi
palce
Aż w nocy trudno
Uciec przed bólem
Na szczęście
Jest Anioł
Świt
I wszystko
ucina
Balsamem
blasku
I tak znów
ruszam
W kolejny
dzień
I znów tyle
spraw
I znów nie ma czasu
Pamiętać o
bólu
I mówisz
Na moich
drogach
Wieje wiatr
Zawsze ten
sam
Ciepły
opiekuńczy
Kaźmierski
A i Kielecki
A i Poznański
A i
Łomżyński
Odezwie się choć czasem
I mówisz
Mam swój
Prywatny Ocean
Wprawdzie nie na globusie
Nie na mapie świata
Jednakże jest
W myślach
We wspomnieniach
W sercu
Ma swoje monsuny
Ma swoje tsunami
I Niebo spokojne
Błękitne otwarteChoć czasem tylko tyle
Co na obrzeżach dnia
A wtedy i Moja
Czarna Stągiew
Wypełnia się słońcem
I nawet na progu mieszkania
Przysiądzie się ciepły
Przytulny wiatr
Przygodny przechodzień
Nasza Kochana Siłaczko
Niech Miłosierny Bóg
Zawsze darzy Ciebie zdrowiem
Na długie długie
Dziesiątki latA najlepiej
Od zawsze
Do zawsze
Na zawsze
Ilustracje
Archiwum Internetowe
Stanisław Józef Zieliński
Tekst
Stanisław
Józef Zieliński
8. 05. 2025












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz