Marysia Wyszomirska
I Jaś Wojtczuk
Julia i Romeo
Z Bybytek
Gdy
wspominam
Jakże mi
zawsze
Bliskie
Czasy
Mojego
Bybytkowskiego Dzieciństwa
To są zawsze
W moich
myślach
Owi
legendarni
Julia i Romeo
Jasiu
Wojtczuk
I Marysia
Wyszomirska
Zapatrzeni
zawsze w siebie
Każda droga
Jakże bliska
Dobra każda
Pora roku
Aby choć na
siebie spojrzeć
A i gorących
słów
Choć
koszyczek
Aby tylko
jakaś przystań
Choć na polu
Podczas
przeróżnych
Prac
polowych
Albo już
W drodze do domu
Tak
dyskretnie
Choć przy
płocie
Jaś z
rodziny gospodarskiej
Z zagrody
Z Dziada Pradziada
I syn Wójta
A potem i
syn Sołtysa
Pierwsza we
wsi
We wsi Bybytki
Owa rodowa
Chłopska
kadra
Chłopska
kadra i elita
A Marysia
Ród fornali
Rodzice praca
We dworze
We dworze
Państwa Włodków
Ale także na
gospodarstwie
Niewielkim
dzięki reformie
Lecz Rodzina
pracowita
W domu
dworski
Duch
pozostał
Pierwsi
zawsze
Byli w polu
Niech tylko
Buchnęła
wiosna
Kiedy bociek
zaklekotał
I namaścił
skrzydłem ziemię
Już do pracy
Co dzień
rano
Szli ze
śpiewem
Kiedy ranne
wstają zorze
Razem ze
skowronkiem
Ale Marysia
Zapatrzeni w
siebie
Co dzień
Zawsze dla
siebie
Czas
znaleźli
Mimo natłoku
zajęć
Mimo
pośpiechu
Zawsze było
im
Po drodze
Kilka
domostw
Kilka zagród
Pośród
licznych
Kopuł bzu
Gdy maj
nadszedł
Cała wioska
Była w tych
krzakach bzu
Zatopiona ze
wszystkich stron
W tym
niebywałym kwiecie
Kwiecie białym i błękitnym
Kwiecie modrym
Któż nie
myślał
Ów bez
rozkwitły
To owe
piękne
Maryjne
Serce
Codziennie i
co noc
Co brzask
Co
zmrok
I co świt
Całą wieś
I każdą
zagrodę
Czule
serdecznie
A i
troskliwie otulające
I codziennie tuż po pracy
Zaraz po
powrocie z pola
Każdy
spocony od gorąca
Tuż przy
studzience
Co najmniej
Jednym wiaderkiem wody
Solidnie
dokładnie pokropił się
I w pośpiechu
Na Nabożeństwo Majowe
Razem z
innymi przybywał
A
Nabożeństwo Majowe było
W Domu Maryjanny Wyszomirskiej
Na Nabożeństwo Majowe
Niemal dzień
w dzień
Przychodził
też
I Jaś
Wojtczuk
I pięknie
śpiewał
Chwalcie łąki umajone
Góry doliny zielone
I pięknie
się modlił
I na córkę
Maryjanny
Na Marysię
Co rusz
pilnie
Ukradkiem
zerkał
Rad z tych
codziennych
Uroczystych
modlitewnych
Maryjnych
Spotkań
Ku Czci Pani
Ziemi i Nieba
I możliwe
Już wtedy
Szczęśliwy wspólny
Los wypraszał
I w
niedzielę do Kościoła
Pod wezwaniem
Św. Stanisława
Wielkiej repliki
Katedry Norte Dame
Albo
furmanką
Razem z
Rodzicami
A Kościół
był
W Dąbrowie
Wielkiej
Od wsi
Bybytki
Kilka
kilometrów
Z kilkoma
zakrętami
Bywało
jednak że
Jechali i rowerami
Jedno za
drugim
Gdyby to tak
było można
To by
Marysia
Jechała na
ramie
A Jaś by
tylko pedałował
Ale co by to
na to
Cały Świat
powiedział
Toż to
dopiero
Byłby
skandal nad skandale
Ksiądz z
pomstunkiem
Przynajmniej
przez tydzień
Z ambony by nie schodził
Jaś Wojtczuk
A i Marysia Wyszomirska
Nigdy by się
nie odważyli
Tak
skandalicznie
Naruszyć powagę
Mszy Świętej
Msza Święta
W obu rodzinach
A i w całej wsi Bybytki
To było to przecież
Największe Najświętsze Sacrum
Inaczej zapewne
Rzecz miałaby się dzisiaj
Gdy wszystko wszędzie
Jest już tak
Mocno poluzowane że
Już nawet nie ma
Czego się trzymać
Bo wszystko jest już tak
Mocno przetrzymane
Wtedy każdy musiał
Jechać swoim rowerem
Przeto Jaś i Marysia
Każde pedałami
Kręciło po swojemu
I w obie strony
Do kościoła i z kościoła
Jednakże obok siebie
Cały Bybytkowski Świat
Zawsze podziwiał
To Piękne Narzeczeństwo
Chociaż też i byli tacy
By z jakiegoś tam powodu
Li tylko szpilę wbić
By namotać
By namieszać
Zakłócić i ośmieszyć
Ośmieszyć na całą wieś
Obie rodziny były na to
Bardzo czujne
A poza tym każda rodzina
Miała we wsi Bybytki
Imię bardzo dobre
Zawsze uczynni
I zawsze życzliwi
Wobec takich
Próżne by czynił wysiłki
Narzeczeństwo było mocne
Trwało twardo kilka lat
Chyba siedem albo osiem
I wesele było huczne
Państwo Młodzi
Marysia Wyszomirska
I Jaś Wojtczuk
Poprosili całą Wieś
I Rodzinę całą
Z bliskich i dalekich stron
I Marysia Wyszomirska
Z męża już
Marysia Wojtczuk
Była czuła
Dobra Mama
A Jaś Wojtczuk
Dobry Ojciec
Dla dwóch synów
Dla Tadeusza
I dla Tomasza
A gdy jego
Dobry Rodzic
Józef Wojtczuk
Odszedł był już
Z Tego Świata
Lider Wioski
I przez długie lata Sołtys
I tworzyli ten dom piękny
Na serdecznym ludzkim sercu
U Marysi całym światem
Był Jaś i Jaś i Jaś
Jaś Wojtczuk
A u Jasia
Bez Marysi ani rusz
Zawsze wszystkim
Ponad wszystkim
W każdej cząstce
I nocy i dnia
Każda chwila
W pełnym szczęściu
I tak żywot im upływał
Przez długie dziesiątki lat
I gdy tylko
Świta nad wioską
Ów poranny
Święty czas
Kiedy ranne wstają zorze
I Godzinki ku Czci
Najświętszej Maryi Pannie
Na wieś całą
Wieś Bybytki
Na głos cały
Śpiewał Jaś
A po rosie
Echo niosło
Do pól wszystkich
I po każdy
We wsi dom
Dziś Jaś
Nestor Wsi Bybytki
W Kalendarzu zapisane
Prawie dziewięćdziesiąt lat
Dożywotni Sołtys
I Wsi swojej
Naoczny Świadek
A i swojego Pokolenia Nestor
Marysia i Tomek
Od lat są już
Po Tamtej Stronie Czasu
A na Tym Świecie
Są już tylko Obaj
On Ojciec i Tadeusz Syn
I bardzo bogata
Rodzinna Historia
Z górą już będzie
Prawie równy wiek
Dobry Miłosierny Boże
Daj Jasiowi Wojtczukowi
Daj kolejną
Piękną setkę
I daj siły
I daj te młode lata
Jakie jeszcze
Nie tak dawno miał
Na tej prostej
Życiowej drodze
Niechaj dalej
Jeździ rowerem
Niechaj jeździ rowerem
Jak najdłużej
Śpiewając rano
I Godzinki ku Najświętszej
Maryi Pannie
I Te Deum
Bogu na chwałę
I tę pieśń poranną
Kiedy ranne wstają zorze
Daj mu
Miłosierny Boże
Jeszcze taki
Piękny czas
Archiwum Internetowe
Stanisław Józef Zieliński
Tekst
Stanisław Józef Zieliński
15. 09. 2024


















.jpg)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz