I tak ongiś mijała
Niedziela na Dębcu
Bogdan i Ali
Obaj Ipatow
A więc
Ojciec i Syn
I każdy
super As
Pośród Asów
Znał się na
wszystkim
I jeden
przed drugim
Nigdy nie miał
szans
Bo każdy
geniusz
I każdy
ekspert
Skarbnica
swoich lat
Całe godziny
Grzebali w
Syrence
I zawsze
naglił czas
Bo do kościoła
Choć było
blisko
Jednak
jechali
Zawsze
Syrenką
I zawsze
była wielka tragedia
Wybuchał
straszny spór
Czas w mig
się kurczył
I już trwała
Msza Święta
A jeszcze w
proszku
Była Syrenka
Ozdoba
wszystkich aut
Istota sporu
to kto zawinił
Bo znowu jakiś błąd
Zamiast
odpalić
Krztusił się
silnik
Aż niósł się
dym i swąd
I biegły
słowa
Na cały
Dębiec
I to coraz
głośniej
Kto znowu
rację ma
I Syn się głowił
I głowił
Ojciec
Co znowu nie jest tak
Co znów się
stało
I w takim
sporze
Przyszli do
domu
Po jakiś kęs
Po jakiś łyk
I eksplodował i wybuch buntu
I wybuch
gniewu
I jak tu
wracać
Znów do
Syrenki
Gdy tu za
zgrzytem zgrzyt
I w jednym
obaj
Byli zawsze
zgodni
Zgodni i
Ojciec i Syn
Syrenka przecież
Musi odpalić
jak nigdy nic
I cała praca
znów szła od nowa
I był już
koniec
Najświętszej
Mszy
Trwali przy
swoim
Chociaż już czekał
Niedzielny
obiad
Uparcie
trwali
Przy swojej Syrence
I
gestykulując
I
pokrzykując
Obaj
fachowcy
Każdy
najlepszy
I Ojciec
Bogdan
I Ali Syn
I chociaż
wreszcie
Doszli do
sedna
I silnik dobrze szedł
Jeden
drugiemu
Swą rację
udowadniał
I tak na
sporze
Zawsze nie
do rozstrzygnięcia
Mijał kolejny
Święty Boży Dzień
Spór jednak
przycichł
Gdy na
stadionie
Widocznym z
okna
Kolejną
bramkę
Był strzelił
Lech
Wracała
radość
Wracała
zgoda
Na całym
Dębcu
Był dobry
dzień
Lili i Kasia a więc Mama i Córka
Były
szczęśliwe
Bo obie
wreszcie
Coś mogły
rzec
Dobrze usłyszeć
I Ojciec i
Brat
I Mąż i Syn
Ilustracje
Archiwum Internetowe
Tekst
Stanisław
Józef Zieliński
24. 07.2024













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz