Alkierz w Domu
To było strasznie
Magiczne słowo
I strasznie
pojemne
Czegokolwiek szukałeś
Nie wiedząc gdzie jest
Na chybił trafił
Po omacku
To to coś
Zawsze było
W alkierzu
Bo alkierz to była
Ta cudowna
Niezawodna pamięć domu
Problem był
w tym
By pośród
tak wielu rzeczy
By tak od
razu trafić
Na to
Czego szukałeś
Alkierz
zawsze
Przechowywał
wszystko
Był zawsze
taki skryty
Serdeczny i otwarty
Nadzwyczaj
ludzki pokój
Wybiegający
oknami
Het do
ogrodu
I taki
zawsze serdeczny
Wyrozumiały
kąt
Większy od
kufra
Większy od
szafy
Tu przez owe
Wspomniane
okna
W noc księżycową
Zaglądały
gwiazdy
Podglądając
jak śpisz
A gdy lało
jak z cebra
Zaglądały i
chmury
A gdy był
mróz
To szron warstwami
Pchał się na
całe szyby
Dziś
alkierze
Przeminęły
wraz
Ze swoimi latamiCo pokoik
Jakieś tam
Komórkowe pomieszczenie
To zaraz ta napuszona nazwa
Apartamenty salony
Nasze cudowne alkierze
Z duszą swoich czasów
I owe stare
skrzypiące
Drewniane
szafy
Z trudem
domykane szuflady
Zawsze pełne
Wszelkich
sekretów
W takiej
jednej szufladzie
Mogłeś grzebać
się
I cały
wieczór
Cały dzień
Całą noc
Zawsze mając
na czym
Zatrzymać i
swoje łapki
I swoje oczy
Żadnego kolejnego
odkrycia
I kolejnej
sensacji
I kolejnych
pytań
Co to może
być
I tak
zostaje ów alkierz
I tajemniczy
I nieodgadniony
Po wszystkie
czasy
Zawsze do
tamtych lat
Otwierający podwoje
Do swoich
Bogatych wspomnień
Dziś takich alkierzy
Już nie masz
Odeszły
razem
Ze swoimi
właścicielami
Daleko
daleko
Na Tamtą
Stronę Czasu
Skąd nagle
znienacka
Wyrwie się czasem
Jakiś mocno zdrożony
Tajemniczy wiatr
Zawiruje zakręci się
Dookoła rozejrzy
I zaraz
wraca
Do swojej wiecznej przystani
Bo i ów
wiatr w alkierzu
Jest także
Tamtej daty
Uschnięty
ułomek drewna
Zasuszony
liść
Echo echa
słowa
Sunący
nieraz po ścianie
Dyskretny
cień
Aż pytasz
Kto tam
IlustracjeArchiwum Internetowe
Stanisław Józef
Zieliński
Tekst
Stanisław Józef Zieliński
17. 02. 2024