Z każdym dniem
Ów pośpiech większy
Mimo woli
Mimochodem
Codziennie biegnie
I stąd i myśli
Zawsze tyle
Którą najpierw
Wybrać drogę
I zajęci
Tak
codziennie
Ponad miarę
Nieprzeciętnie

Niespodzianie
Gdzieś nie pęknie
Niespodzianie gdzieś
Nie pęknie
Znaleźć choć
Ułomek czasu
W głowie
wiatru
Coraz więcej
Może jednak
Sami siebie
Wystawiamy
tak do wiatru
Tak łatwiej
Czas
zamienić
W swoje
szczęście
Panie Boże
Ty to
widzisz
I nie raz
Znów
zostawił
Gdzieś swój
Pacierz
A i całą
Ewangelię
I sam siebie
pytasz Boże
Dokąd ten
szaleniec biegnie
Gniewny
pyszny
Zapatrzony
tylko
W siebie
Tylko
wrzucić
A wybuchnie
ta petarda
Proch
strzelniczy
I dynamit
Z taką siłą
Z taką mocą że
I śladu wybuchu
Nigdy nie odnajdzieszNigdzie a nigdzie
Ile już przez światNadmuchane tęgie grzywyChciały jużÓw świat wywrócićW końcuNic nie uczyniłyCzyniąc tylkoMorze krzywdy












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz