poniedziałek, 16 września 2024

Marysia Wyszomirska I Jaś Wojtczuk Julia i Romeo Z Bybytek

 

Marysia Wyszomirska

 I Jaś Wojtczuk

Julia i Romeo

Z Bybytek

 


Gdy wspominam

Tamte Czasy

Jakże mi zawsze

Bliskie Czasy

Mojego Bybytkowskiego Dzieciństwa

To są zawsze

W moich myślach

Owi legendarni

Julia i Romeo


Jasiu Wojtczuk

I Marysia Wyszomirska

Zapatrzeni zawsze w siebie

Każda droga

Jakże bliska

Dobra każda

Pora roku

Aby choć na siebie spojrzeć

A i gorących słów

Choć koszyczek

Aby tylko jakaś przystań

Choć na polu

Podczas przeróżnych

Prac polowych

Albo już 

W drodze do domu

Tak dyskretnie

Choć przy płocie

Jaś z rodziny gospodarskiej

Z zagrody 

Z Dziada Pradziada

I syn Wójta

A potem i syn Sołtysa

Pierwsza we wsi

We wsi Bybytki


Owa rodowa

Chłopska kadra

Chłopska kadra i elita

A Marysia

Ród fornali

Rodzice praca  

We dworze

We dworze

Państwa Włodków 

Ale także na gospodarstwie

Niewielkim dzięki reformie

Lecz Rodzina pracowita

W domu dworski

Duch pozostał

Pierwsi zawsze

Byli w polu

Niech tylko


Buchnęła wiosna

Kiedy bociek zaklekotał

I namaścił skrzydłem ziemię

Już do pracy

Co dzień rano

Szli ze śpiewem

Kiedy ranne wstają zorze

Razem ze skowronkiem

Ale Jaś

Ale Marysia


Zapatrzeni w siebie 

Co dzień

Zawsze dla siebie

Czas znaleźli

Mimo natłoku zajęć

Mimo pośpiechu

Zawsze było im

Po drodze

Wieś Bybytki

Kilka domostw

Kilka zagród

Pośród licznych

Kopuł  bzu

Gdy maj nadszedł

Cała wioska

Była w tych krzakach bzu

Zatopiona ze wszystkich stron

W tym niebywałym kwiecie

Kwiecie białym i błękitnym

Kwiecie modrym


Któż nie myślał

Ów bez rozkwitły

To owe piękne

Maryjne Serce

Codziennie i co noc

Co brzask 

Co zmrok

I co świt

Całą wieś

I każdą zagrodę

Czule serdecznie

A i troskliwie otulające

I codziennie tuż po pracy

Zaraz po powrocie z pola

Każdy spocony od gorąca

Tuż przy studzience

Co najmniej 

Jednym wiaderkiem wody

Solidnie dokładnie pokropił się

I w pośpiechu 

Na Nabożeństwo Majowe

Razem z innymi przybywał

A Nabożeństwo Majowe było

W Domu  Maryjanny Wyszomirskiej

Na Nabożeństwo Majowe

Niemal dzień w dzień

Przychodził też

I Jaś Wojtczuk

I pięknie śpiewał

Chwalcie łąki umajone

Góry doliny zielone

I pięknie się modlił

I na córkę Maryjanny

Na Marysię

Co rusz pilnie

Ukradkiem zerkał

Rad z tych codziennych

Uroczystych modlitewnych

Maryjnych Spotkań

Ku Czci Pani Ziemi i Nieba

I możliwe 

Już wtedy


Szczęśliwy wspólny 

Los wypraszał

I w niedzielę do Kościoła

Pod wezwaniem

Św. Stanisława

Wielkiej repliki 

Katedry Norte Dame

Albo furmanką

Razem z Rodzicami

A Kościół był

W Dąbrowie Wielkiej

Od wsi Bybytki

Kilka kilometrów

Z kilkoma zakrętami

Bywało jednak że


Jechali i rowerami

Jedno za drugim

Gdyby to tak było można

To by Marysia

Jechała na ramie

A Jaś by tylko pedałował

Ale co by to na to

Cały Świat powiedział

Toż to dopiero

Byłby skandal nad skandale

Ksiądz z pomstunkiem

Przynajmniej przez tydzień

Z ambony by nie schodził

Jaś Wojtczuk

A i Marysia  Wyszomirska

Nigdy by się nie odważyli

Tak skandalicznie

Naruszyć powagę

Mszy Świętej

Msza Święta 

W obu rodzinach

A i w całej wsi Bybytki

To było to przecież

Największe Najświętsze Sacrum

Inaczej zapewne

Rzecz miałaby się dzisiaj

Gdy wszystko wszędzie

Jest już tak 

Mocno poluzowane że

Już nawet nie ma   

Czego się trzymać

Bo wszystko jest już tak

Mocno przetrzymane

Wtedy każdy musiał

Jechać swoim rowerem

Przeto Jaś i Marysia

Każde pedałami

Kręciło po swojemu

I w obie strony

Do kościoła i z kościoła

Jechali wprawdzie blisko

Jednakże obok siebie

Cały Bybytkowski Świat

Zawsze podziwiał

To Piękne Narzeczeństwo

Chociaż też i byli tacy

By z jakiegoś tam powodu

Li tylko szpilę wbić

By namotać

By namieszać

Zakłócić i ośmieszyć

Ośmieszyć na całą wieś

Obie rodziny były na to

Bardzo czujne


A poza tym każda rodzina

Miała we wsi Bybytki

Imię bardzo dobre

Zawsze uczynni

I zawsze życzliwi

Wobec takich

I sam diabeł

Próżne by czynił wysiłki

Narzeczeństwo było mocne

Trwało twardo kilka lat

Chyba siedem albo osiem

I wesele było huczne

Państwo Młodzi

Marysia Wyszomirska

I Jaś Wojtczuk

Poprosili całą Wieś

I Rodzinę całą


Z bliskich i dalekich stron

I Marysia Wyszomirska

Z męża już

Marysia Wojtczuk

Była czuła 

Dobra Mama

A Jaś Wojtczuk 

Dobry Ojciec

Dla dwóch synów

Dla Tadeusza 

I dla Tomasza

A gdy jego 

Dobry Rodzic

Józef Wojtczuk

Odszedł był już

Z Tego Świata

To Jaś Wojtczuk

Lider Wioski

I przez długie lata Sołtys

I tworzyli ten dom piękny

Na serdecznym ludzkim sercu

U Marysi całym światem

Był  Jaś i Jaś i Jaś

Jaś Wojtczuk

A u Jasia

Bez Marysi ani rusz

Zawsze wszystkim

Ponad wszystkim

W każdej cząstce

I nocy i dnia

Każda chwila


W pełnym szczęściu

I tak żywot im upływał

Przez długie dziesiątki lat

I gdy tylko 

Świta nad wioską

Ów poranny 

Święty czas

Kiedy ranne wstają zorze

I Godzinki ku Czci

Najświętszej Maryi Pannie

Na wieś całą

Wieś Bybytki

Na głos cały

Śpiewał Jaś


A po rosie

Echo niosło

Do pól wszystkich

I po każdy 

We wsi dom

Dziś Jaś 

Nestor Wsi Bybytki

W Kalendarzu zapisane

Prawie dziewięćdziesiąt lat

Dożywotni Sołtys

I Wsi swojej

Naoczny Świadek

A i swojego Pokolenia Nestor

Marysia i Tomek

Od lat są już

Po Tamtej Stronie Czasu


A na Tym Świecie

Są już tylko Obaj

On Ojciec i Tadeusz Syn

I bardzo bogata

Rodzinna Historia

Z górą już będzie

Prawie równy wiek

 

Dobry Miłosierny Boże

Daj Swemu 
Wiernemu Słudze

Daj Jasiowi Wojtczukowi

Daj kolejną 

Piękną setkę

I daj siły

I daj te młode lata


Jakie jeszcze 

Nie tak dawno miał

Na tej prostej 

Życiowej drodze

Niechaj dalej 

Jeździ rowerem

Niechaj jeździ rowerem

Jak najdłużej

Śpiewając rano

I Godzinki ku Najświętszej

Maryi Pannie


I Te Deum

Bogu na chwałę

I tę pieśń poranną

Kiedy ranne wstają zorze

Daj mu


Miłosierny Boże

Jeszcze taki

Piękny czas

 


Ilustracje 

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

15. 09. 2024

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 23 lipca 2024

I tak ongiś mijała Niedziela na Dębcu

 

I tak ongiś mijała

Niedziela na Dębcu

 


Bogdan i Ali

Obaj Ipatow

A więc Ojciec i Syn

I każdy super As

Pośród Asów

Każdy najlepiej

Znał się na wszystkim

I jeden przed drugim

Nigdy nie miał szans

Bo każdy geniusz

I każdy ekspert

Skarbnica swoich lat

I co niedziela

Całe godziny

Grzebali w Syrence

I zawsze naglił czas

Bo do kościoła

Choć było blisko

Jednak jechali

Zawsze Syrenką

Ozdobą wszystkich aut

I zawsze była wielka tragedia

Wybuchał straszny spór

Czas w mig się kurczył

I już trwała Msza Święta

A jeszcze w proszku

Była Syrenka

Ozdoba wszystkich aut

Istota sporu to kto zawinił

Bo znowu jakiś błąd

Zamiast odpalić

Krztusił się silnik

Aż niósł się dym i swąd

I biegły słowa

Na cały Dębiec

I to coraz głośniej

Kto znowu rację ma

I Syn się głowił

I głowił Ojciec

Co znowu  nie jest  tak

Co znów się stało

I w takim sporze

Przyszli do domu

Po jakiś kęs

Po jakiś łyk

I eksplodował i wybuch buntu

I wybuch gniewu

I jak tu wracać

Znów do Syrenki

Gdy tu za zgrzytem zgrzyt

I w jednym obaj

Byli zawsze zgodni

Zgodni i Ojciec i Syn

Syrenka przecież

Rodu ozdoba

Musi odpalić jak nigdy nic

I cała praca znów szła od nowa

I był już koniec

Najświętszej Mszy

Trwali przy swoim

Chociaż już czekał

Niedzielny obiad

Uparcie trwali

Przy swojej Syrence

I gestykulując

I pokrzykując

Obaj fachowcy

Każdy najlepszy

I Ojciec Bogdan

I Ali Syn

I chociaż wreszcie

Doszli do sedna

I silnik dobrze szedł

Jeden drugiemu

Swą rację udowadniał

I tak na sporze

Zawsze nie do rozstrzygnięcia

Mijał kolejny Święty Boży Dzień

Spór jednak przycichł

Gdy na stadionie

Widocznym z okna

Kolejną bramkę

Był strzelił Lech

Wracała radość

Wracała zgoda

Na całym Dębcu

Był dobry dzień

 


Lili  i Kasia a więc Mama i Córka

Były szczęśliwe

Bo obie wreszcie

Coś mogły rzec

I mógł je wreszcie

Dobrze usłyszeć

I Ojciec i Brat

I Mąż i Syn

 


Ilustracje

Archiwum Internetowe

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

24. 07.2024

 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 2 lipca 2024

Ileż to razy Mówisz sobie Żeby tak zdążyć

 

Ileż to razy

Mówisz sam sobie

Żeby tak zdążyć

Zdążyć  i ani 

Chwili spóźnienia

Pociąg i tego dnia

Nie poczeka 

Ani minuty

I po prostu i dzisiaj

Odjedzie także

Bez Ciebie


Odjechać później

Pociągiem następnym

Choćby do Małdyt

Albo do Szepietowa

To już nie to

I nie ten klimat

I nie to samopoczucie

Po prostu 
Nie będzie Ciebie

W określonym miejscu

W określonym czasie

I zaraz 

Znajdą się tacy którzy

Jakby tylko czekali 

Na ten moment


A bo z nim

To jest tak zawsze

I próżne mrzonki

By kiedykolwiek

Mogło być inaczej

Pociągi jadą po żelaznych szynach

I choć na stacjach

Są poczekalnie


To żaden pociąg

Nigdy ale to nigdy

Na Ciebie nie poczeka

Choć sam pociąg

Owszem spóźnić się może

Ale to już co innego

To prawie zawsze

Jest usprawiedliwione

Bo tak już jest

 

Ilustracje

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef  Zieliński

03. 07. 2024


 

Siostrze Alinie Godlewskiej Ku Serdecznej Pamięci

  Siostrze Alinie Godlewskiej Ku Serdecznej Pamięci   A to już Wydarzyło się   17 Lat Temu I też było już lato 26 czerwca 2009 r...