piątek, 9 lutego 2024

I dzień zmierzał już do domu

I dzień zmierzał już do domu

Choć na wielu polach

Było słychać

Jeszcze wiele

Wiele  prac

Bo wiadomo

Gdy czas żniwa

To jak w każdej wsi

Także i w Bybytkach

To jakże gorący czas

I każdy swoją pracę

Także i na polu

Kończy po swojemu

 

Jeszcze kosy

Jeszcze sierpy

Tu i ówdzie

Jakiś czysty

Czysty metaliczny dźwięk

To jeszcze naprędce

Osełką ostrzenie ostrza kosy

Żeby dobrze

Przekos szedł

Każdy żniwiarz

Zawsze ma

Swoją zbieraczkę

Co żniwiarz ukosi

To zbieraczka

Zbierze w mig

Zwiąże w snopek

I zostawi

By pełny

Dziesiątek był

 

I tak co najmniej

Przez dwa tygodnie

Skoro świt

I skoro zmierzch

Dzień w dzień

Dzień w dzień

Dzień w dzień

Mimo iż na plecach

Nieraz już siedział sen

 

Słońce przypiekało  na karku

I kręgosłup jeden ból

Lecz ta duma

Każdą dolegliwość leczy

Że u siebie

Że na swoim

Swoje pole

I łan swój

 

Swoja każda grudka ziemi

I włodarza dobrze zna

Przeto włodarz

Kosi  szczodrze zamaszyście

Ów dorodny

Zboża łan

I tak tutaj jest co roku

Czas gorący

Gdy czas żniw

Bóg hojnie

Obdarzył pole

W jedno ogromne

Morze złotych kłosów

Że tylko żąć

Że tylko żąć

W czas nie sprzątnąć

I przed Bogiem

I przed Ludźmi

To byłby okropny wstyd


 

Poszło by w wieś

Że nie radzi

A i poszło by że jest  leń

Ma dwie lewe do roboty

Nie potrafi dopilnować

Nie potrafi sprzątnąć

Zboża ze swojego pola

Nie potrafi swego strzec

 

Kogo wezmą na języki

Nie odwrócisz

Biegu spraw

Pozostanie już

Na wieki

I w tej hańbie

Już na wieki

Będziesz trwał


Wyszomirscy i w tych pracach

W swych Bybytkach

Byli pierwsi

Przeto mówili 

O nich we wsi

Iż do pracy są

Bardziej gorliwi

Niż wilki



Na czas żniw

Przyjeżdżał nieraz

Aż z Opola

A mieszkał 

Przy ulicy Stelmacha 23

I Brat Jaś ze swoją Zosią

I Brat Oleś z Łap

Ze swoją Helenką

A mieszkali

Przy ulicy Waryńskiego 81

I obaj bracia Stanisława

Choć obaj z miasta

To w Bybytkach 

Kosą machali że hej

Aż nieźle za nimi

Musiała uwijać się

Każda zbieraczka 

I w czas żniw

Zawitała do swojej 

Siostry Marianny

Brońcia Grabowska 

Z Pietkowa koło Łap

Może już nie do prac

Bo to już i wiek był nie ten

Ale choćby 

Z Siostrą Marianną 

Wieczorem zamienić 

Parę słów

Na długość papierosa

Bo obie paliły sporty równo

I każda dożyła 

Szczęśliwych długich lat

A i miały co wspominać 

Lata pracy przed wojną

W majątku Państwa Włodków 

Serdecznie wspominali 

Tamten czas

Także czas żniwa

Załoga majątku

Była jedną wielką rodziną

Potem wojna i reforma 

Rozpędziła ich

Na cztery strony świata 

Lecz na szczęście

Każdy z nich znalazł

Zakątek swój

I już tam został

Do Bybytek jednak

Każdy przy każdej okazji powracał

Z żalem patrząc

Jak z każdym dniem

Podupada dziedzicowy majątek

Budynki inwentarskie

A i pałac

A młode 

Chłopskie gospodarstwa

Wyrosły na dziedzicowej ziemi

Były wciąż słabe

Niemrawe i ociężale

Pod górę losu szły

Każdego roku

Aby aby i pełne niedostatku 

A jeszcze przygniatały je okropnie

Tak zwane kontyngenty

Dostawy Obowiązkowe 

Dostawy Dla Miasta

Zupełnie bezpłatne

A komu było trochę lepiej

To od razu 

Ów kułak był 

Wróg ludu

Okrzyknięty przez wszechwładną

Partyjną propagandę

A i skarbówka 

Zaraz to gospodarstwo

Miała w swojej

Szczególnej opiece

Musi mieć lewe pieniądze

Jeśli tak dobrze się ma

A sąsiedzi patrzyli

Jakby zazdrośnie

No skąd 

No jak

Gdy tu z takim trudem

Tylu wiąże

Koniec z końcem


I biegł przez owe

Świeże rżysko

I ów Staś

Zbierając kłosy

I ziarnko do ziarnka

By była pełna miarka

O rżysko świeże ostre

Nieraz gołe stopy kalecząc

Ból żaden ból

To był przecież hart

 

Ilustracje

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

9.02.2024

 

 

 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

I tak nagle w mieszkaniu jest pusto

  I tak nagle w mieszkaniu jest pusto I na odgłos furtki Już się nie odezwiesz I jednocześnie Wszystkie drogi dokoła Dokoła domu N...