sobota, 22 listopada 2025

Podaruj mi Panie Kropelkę snu

 

Podaruj mi Panie

Kropelkę snu

A twardy sen będzie

Do świtu

Aż het het

Po nowy  słoneczny dzień

Do Nieboskłonu

I do Zenitu

 

Podaruj mi Panie

Kropelkę snu

Żebym do świtu

Zasnął kamieniem

Aż zbudzi mnie znowu

Zbudzony kur

Swym niezawodnym

Kuku rykuuuuuuu

 


Usiądzie na płocie

I w okno popatrzy

Zdumion że cały

Świat jeszcze śpi

I  pianie trzy razy

Jeszcze powtórzy

Aż zbudzą się wszyscy

I już nie będzie spał nikt

 

Podaruj mi Panie

Kropelkę snu


Dopokąd jeszcze

Noc długa i cicha


I dopokąd nocy

Nie zakłóca nic

Pozwól mi zażyć

Tej mocy snu

Z kryształowego

Nocnego kielicha

Ilustracje

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

23. 11. 2025

 

 

piątek, 13 czerwca 2025

A któż tu zawsze Nie czekał Na Twój przyjazd

 

A któż tu zawsze

Nie czekał

Na Twój przyjazd

Matuli Julia co rusz

Niby mimo woli

Spoglądała w okno

Mówiąc do ścian

Do sufitu

I do swoich obrazów

Na ścianach

I do swoich Aniołów

Józefa i Stanisława

Upłynęło już trochę czasu

A Ciebie Heniuś

Nie ma i nie ma

I byłeś zawsze tu

Tak samo serdecznie

Oczekiwany

A gdy przybyłeś

Przeważnie znienacka

Była to kolejna 

Ogromna niespodzianka

I ten  ostatni odcinek podróży

Droga od stacji PKP Kity

Droga przez las

Szeroka prawie tak samo

Jak w Twojej Gdyni

Prawie wszystkie ulice

I przez tych kilka kilometrów

Dźwigałeś ów podróżny bagaż

Chyba że ktoś po drodze

Jadąc furmanką

Ciebie zabrał

I tak idąc

Rozpamiętywałeś sobie

Ta sztuka materiału

Kupiona na hali

W Mieście Gdynia

Na sukienką dla Krysi

Zaiste chyba najładniejsza

A i udało się jeszcze

Po całkiem  

Przyzwoitym upominku

Dla każdego Mieszkańca

Rodzicielskiego Domu

I jeszcze jakiś przyzwoity kęs

Otrzymywał Filonek

Gorliwy strażnik Gospodarstwa

I całego Domu

On do Ciebie

Jakże mocno stęskniony

Już w samej bramie

Radośnie witał

Ciągle oszczekując


Prowadził ścieżką koło studni

Wprost na sam

Próg Domu

I tak jak to było

Na makatce

Nad kuchnią

Wyszydełkowane

W palcach Matuli Julii

Albo Siostry Aliny

I wstępowało z Tobą

To szczególne Święto

Gość w Dom

Bóg w Domu

I tak trwało to

Do ostatniej kropli czasu

Dopokąd mogłeś zatrzymać się

By razem pobyć

Razem pomieszkać

A i w pracach gospodarskich

Swoje trzy grosze dołożyć

I zawsze

Był ten smutny czas rozstania

Gdy trzeba było

Już odjeżdżać

Do stacji PKP Kity

Odwozili Ciebie wszyscy

I Siostra Alina

I Siostra Krysia

I Brat Roman

I Ojczym Stanisław

I ciągnąc wóz gumiasty

Co rusz uszami strzygła

Kobyłka Dereszka

I zawsze było jeszcze

Do pociągu parę minut


By jeszcze w małej budce

Gdzie nawet

Kawałek poczekalni było

Spokojnie kupić bilet

Spokojnie bez pośpiechu

W asyście żegnających

Spokojnie bezpiecznie


Wyjść na peron

 A dwa lata temu

Odjechałeś tak daleko

Ani Ciebie nie słychać

Ani Twojego Pociągu

Jakoś ciągle nie widać

A może

W zupełnie innej

Przestrzeni będąc

I podróżujesz

I jesteś

Wieczystego Żywota

Doznając w Domu Pana

W Domu Boga Ojca


 






Ilustracje

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef  Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

12. 06. 2025

 

 

 

 

sobota, 7 czerwca 2025

Ile kwiatków zerwałaś do swoich wianków Krystynko

 

Czy pamiętasz tamten

Tamten  swój czas 

W Zabłotnych

 Ile kwiatków zerwałaś

Do swoich wianków

Krystynko

Tak naprawdę to tego

Nie wie nikt

Chyba że tylko

Ów cień który za Tobą

Dyskretnie szedł po łące

Dyskretnie szedł

Krok w krok

A Ty zachwycona mówiłaś

Ten kwiatek najładniejszy

Ten jak nic 

Koniecznie musi

W moim wianku być

I tak Twój wianuszek

Z każdą chwilą

Był coraz większy

Stokrotki kaczeńce i chabry

A i koniczynki

I obowiązkowo

Niezapominajki

I choćby jeden kłębuszek

Złocistych jaskrów 

I również  złocisty

Krążek mlecza

I kiedy dzieło

Było już gotowe


Ukradkiem dyskretnie

Otwierałaś drzwi

Aby wianuszek

Niepostrzeżenie

Założyć swojej Matusi na głowę

By rada z Twojego serduszka

Z Twoim wianuszkiem

Na głowie

Przez dzień cały 

Uśmiechniętą mogła być


Ile Krystynko  zerwałaś

Kwiatków do swych wianków

Tego tak naprawdę

Do dzisiaj nie wie nikt

Może jeszcze

Coś mogłaby rzec łąka

Może jeszcze

Coś mógłby rzec

I ów na polu

Ogromny kamień

Ale i tego kamienia

Przecież już dawno

Nie ma

I jest li tylko

Pole zaorane

A łąka też już

Nie to pokolenie

I nawet inne kwiatki

Tam  już rosną

Już nie kaczeńce

I nawet nie chabry

A li tylko jakieś

Zasiane wysokie

Wydajne trawy

Cywilizowane

Uprawne

 


Och wianki wianki 

Twoje wianki Krystynko

A to już i tyle lat

I w wiankach tych zaplotłaś

Swój cały piękny

Dziewczęcy Czas

I cały swój 

Dziecięcy Świat

 

I w Twoich Wiankach dalej

I tamta łąka trwa

I tamten nad nią błękit


I nawet tamten

Biegnący przez pola

Cieplutki pełen słońca wiatr

Dotykający znienacka

Falbanek tylko co wypranej

I wysuszonej na słońcu

Świeżutkiej sukienki



Ile Krystynko

Zerwałaś kwiatków 

Do swoich wianków

Tak naprawdę

To tego nie wie nikt

Może coś kiedyś

Przypomni się we śnie

Może coś kiedyś

Podpowie tamto echo

Sprzed tylu tylu lat

Mimo iż to już

Tak strasznie daleko

I czasu szmat

I drogi szmat

 

Ilustracje

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

8. 06. 2025

 

 

 

 

 

 

sobota, 31 maja 2025

A Ty Matuś Jesteś tutaj wszędzie


 

A Ty Matuś jesteś 

Tutaj wszędzie

I jak z  czasów

Swego Ziemskiego Życia

Na wszystko

Pilne baczenie masz

Jesteś w oknie

Jesteś w kuchni

I na progu domu

Subtelnym  cieniem

Cicho stąpasz

Przez podwórko

Do obory

Do stodoły

I do studni

Swoim Cieniem

Cicho stąpasz

Gdy świt wczesny zapowiada

Znowu pełen słońca dzień

W dłoniach trzymasz

Garniec  z ziarnem

Bo już kogut

Pianiem zbudził

Cały świat

I ukradkiem zerka

W stronę swojej Pani

I śniadanie zjeść

Już byłby bardzo rad

Za nim kurki

Za nim gęsi

Za nim kaczki

Przebogaty podwórkowy

Cały świat

Każdy chętny

By udzielić

By udzielić Tobie

Swojej asysty

Zawsze szczerze

Uczestnicząc aż po dom

Każdy ma tu

Swoje liczne obowiązki

Nieraz  aż jakże trudno

Dopiąć cały dzień

One wierzą

Zawsze w porę

Zrobisz wszystko

Zawsze w porę

Dasz im jeść

Dasz im pić


I Twój zegar

To to słońce

Ponad domem

Znowu nagle

Tak wysoko

Znowu jest

Jeszcze krowy

I Dereszka

Zawsze chętnie i ofiarnie

Ciągnie wóz

I ciągnie pług

A i świnie

Też dostaną

Zawsze w porę

Pić i jeść

I posłanie

Zawsze czyste

Z pierwszej ręki

Słoma owsianka

Przeczesana cichym wiatrem

I to wcześnie

Już na samym

Progu dnia

Dzisiaj wszystko

Tak strasznie

Głęboko milczy

Razem z Tobą

Odszedł i ów

Twój cały

Cały Podwórkowy Świat

 A Ty Matuś


Wszędzie  tutaj Jesteś

Obecnością mówisz

Romuś to i to

Gdy to zrobisz

Będzie jeszcze

Małe coś


Widzisz Romuś

Rada jestem

Gdy dopięty

Każdy dzień

Widzisz Romuś

Ty co zrobisz

To najlepiej

I od Ciebie lepiej

To nie zrobi tego nikt

A kiedy już

Wszystko jest

Na swoim miejscu

Czy to gdy 

Poranek wczesny

I śniadanie zanim jeszcze


Jeszcze Pacierz

Na kolanach

Nieco oparta o stół

Abyś Panie i dziś

Pomógł ogarnąć  to wszystko

Dając zdrowie a  i siły


Aż po zmierzch

Aż po sen

Dziś wspomina tutaj Ciebie


Każdy skrawek

Każdy kamyk

Każda miedza

Każde źdźbło

Ten świat cały

Jednak Odszedł

Razem z Tobą

Całą Tobą


Wielka Cisza

Tutaj jest

W Ciszy toną

I Twoje Obrazy Święte

Zaświadczają Twoją Obecność

Wprost ze ścian

Tu w Pamięci

Zapisane słowo każde

Ojcze Nasz

Zdrowaś Mario

Wierzę w Boga

I na stole jest Obecny

Twój Różaniec

Paciorkami wymodlony

Każdy dzień

 


Ilustracje

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

01.06. 2025

 

 

 

 

 

sobota, 10 maja 2025

Nasza Kochana Siłaczko W jednym i Mrówko I Pszczółko

 

Nasza Kochana Siłaczko

W jednym i Mrówko

I Pszczółko

Zawsze sześć razy

Unosisz więcej

Niż sama ważysz

I gdyby tak tylko

I tak już było od zawsze

Z tej Mocy Wiary

I z tej Siły Woli Trwania

Czerpiesz swą siłę

I radość i zdrowie

Jak Twoja Mama  Anna

I jak Kazimierz

Twój Ojciec

I skutecznie

Przeciwstawiasz się

Każdej chorobie

Zawsze zwycięska

Na swojej drodze

Całą codziennością

Po same brzegi

Wpisana w los

Naszego Syna Bartka

A także wpisana

I w los

Naszej Córki Ani

Po same brzegi

Po same brzegi

Aż het za ocean

Mówisz reumatyzm

Atakuje mi palce

Aż w nocy trudno

Uciec przed bólem

Na szczęście

Jest Anioł Świt

I wszystko ucina

Balsamem blasku

I tak znów ruszam

W kolejny dzień

I znów tyle spraw

I znów nie ma czasu

Pamiętać o bólu

I mówisz

Na moich drogach

Wieje wiatr

Zawsze ten sam

Ciepły opiekuńczy

Kaźmierski

A i Kielecki

A i Warszawski

A i Poznański

A i Łomżyński

Odezwie się choć czasem

I mówisz 

Mam swój 

Prywatny Ocean

Wprawdzie nie na globusie

Nie na   mapie świata

Jednakże jest

W myślach

We wspomnieniach

W sercu

Ma swoje monsuny

Ma swoje tsunami

I Niebo spokojne

Błękitne otwarte

Choć czasem tylko tyle

Co na obrzeżach dnia

A wtedy i Moja

Czarna Stągiew

Wypełnia się słońcem

I nawet na progu mieszkania

Przysiądzie się  ciepły

Przytulny wiatr

Przygodny przechodzień


Nasza Kochana Siłaczko

Niech Miłosierny Bóg

Zawsze darzy Ciebie zdrowiem

Na długie długie 

Dziesiątki lat 

A najlepiej

Od zawsze

Do zawsze

Na zawsze


 

Ilustracje

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst


Stanisław Józef Zieliński

8. 05. 2025

 

Siostrze Alinie Godlewskiej Ku Serdecznej Pamięci

  Siostrze Alinie Godlewskiej Ku Serdecznej Pamięci   A to już Wydarzyło się   17 Lat Temu I też było już lato 26 czerwca 2009 r...