Ten Dom na obrzeżach Miasta
Miasta Białystok
Gdzie nawet
innej nazwy ulicy
Nie wymyślono
Niż Ulica
Krańcowa
Jakże dostojny
Jakże
przytulny
Pełen
radości
I pełen
słońca
Szliście doń
Przez tyle
tyle
Dni tygodni
Miesięcy i
lat
Stąpając po stopniach
Po stopniach
Swojego Żywota
Dom
przestrzenny jasny
Tyle powierzchni
Aż wydaje
się że
Zupełnie nie
ma ścian
Ale hola
hola
Ściany
jednak są
Bo gdyby nie ściany
To na czym
Trzymałby się dach
Każda jednak od siebie
Na odpowiednią odległośćI to miejsce
wymarzone wprost
Cóż za skarb
nad skarbami
Dom
świątynia bastion
Bastion spokoju i ciszy
Bo to
miejsce
Gdzie stoi
ów dom
To Miasto
Białystok
Zupełnie zupełnie
na skraju
Stąd i Życie
w takim domu
Sielskie
anielskie
Takie jedno
wieczyste Teraz
Stąd i
szkoda każdej chwili
I szkoda
tego faktu że
Jednak
upływa czas
I ze swoim uporem
Toczy się
coraz szybciej
I toczy się coraz dalej
I ani na
chwilę
Nie chce zatrzymać się
Nie chce nawet zwolnić
By choć obejrzeć to cudoW refleksji
W zadumie
I szczęśliwy
jest ten Dom
Gdzie i
Sąsiadów masz
Otwartych
bezpośrednich
Gdy o coś poprosisz
Zanim odpowiedzą
To już zrobią
W dowód
ludzkiego
Wymiaru żywota
W dowód
bezwzględnej
Sąsiedzkiej Przyjaźni
A na górze
Natalko
Masz pokój
swój
I na cały
świat
Bardzo
szerokie okna
Mieści się więc
Ów cały
świat
A wszystkie drogi
w nim
Szczęśliwe i
proste
Drogi pośród łąk
Drogi pośród pól
Aż het het po sam las
Wypisz wymaluj
Prawie Rancho ZabłotneDokąd stąd jednak
Tysiące wiorst
Archiwum Internetowe
Stanisław Józef Zieliński
Tekst
Stanisław Józef Zieliński
16. 05 .
2024












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz